sobota, 3 stycznia 2026

Fajerwerki

... - odpowiedział mój ośmioletni wnuk na moje pytanie, co mu przychodzi na myśl, gdy patrzy na ten sweter. Bardzo mi się spodobało jego skojarzenie. Moje, choć z tego samego obszaru znaczeń - ognisty - nie było dostatecznie barwne:-) A więc najnowszy sweter na Nowy Rok - Fajerwerki:-)






Wydziergałam go błyskawicznie, bo w tydzień: zaczęłam w Wigilię, skończyłam w Sylwestra. Korzystałam z modelu Dropsa - Frosted Cranberries - z własnej kompozycji kolorowych włóczek bez nazwy, bez banderoli i nieznanego pochodzenia, zapewne akryle, druty 4,5 mm na ściągacze i 5,5 mm na dżersej. Co dla mnie ważne - sweter jest przemiły w dotyku, puszysty, otula miękko jak kocyk i nie wymaga pod spodem golfu:-)

Zdjęcia z dzisiejszego wyjazdu do lasu, na szybko, zanim rozpętało się piekło - trafiliśmy ze spacerem w wyjątkowo niekorzystne okno pogodowe, w samą porę na błyskawiczną śnieżycę z zamiecią i wyjącym między drzewami wiatrem. Przez chwilę zrobiło się tak przerażająco, że w panice myślałam już tylko o tym, żeby jak najszybciej dotrzeć bezpiecznie do samochodu. Gdy 15 minut później byliśmy na miejscu, na parkingu, niebo nad nami znów było błękitne... Nawet przez chwilę chciałam zawróć i zrobić jednak pełny spacer, ale gdy spojrzałam na Milkę oblepioną śniegiem, wciąż przestraszoną, przestępującą chudymi bosymi łapkami w zimnym śniegu, to dałam sobie spokój. Zresztą sama wyglądałam jak bałwan. Gdybyśmy wyjechali z domu godzinę wcześniej, lub później, zamiast tej głupiej przygody, mielibyśmy z pieskami piękny słoneczny spacer w zimowej scenerii....

W Nowym Roku życzę wszystkim jak najmniej śnieżyc i zamieci, za to dużo słońca i cudownej pogody na długie, przyjemne spacery:-)

środa, 31 grudnia 2025

Dziękuję

... za pomysł z długą, wąską, czarną spódnicą! Nie sądziłam, że tak szybko uda mi się go zrealizować, bo przecież nawet nie chodzę po sklepach - ogarniam tylko kilka niezbyt wyszukanych na miejscu, od czasu do czasu. Myśl, że miałabym pojechać gdzieś dalej, być może nawet do galerii handlowej, unieważnia większość moich potrzeb. Ale któregoś dnia pomyślałam, że może Vinted? Córcia ma konto i bywa, że z sukcesem korzysta więc może i mnie się poszczęści?... Wybrałam filtry do wyszukiwania... I już na czwartej stronie trafiłam w samą dziesiątkę oczekiwań! Spódnica idealna w formie i z wełny merynosa. Naprawdę dawno żaden zakup tak mnie nie ucieszył:-D


Dziękuję Wam za kolejny wspólny rok. Za Waszą obecność. Za wsparcie, dobre słowa i rady. Za to, że gdy dopada mnie zniechęcenie, niezawodnie przywracacie mi chęci do bycia tutaj, do dzielenia się swoimi, wcale nie nadzwyczajnymi przecież, rzeczami.

Przyjemnego Sylwestra i dobrego Nowego Roku!

wtorek, 16 grudnia 2025

Pomóżcie

... bo już naprawdę wymiękam z tą swoją dzianiną, którą od samego początku nazwałam "Mrożone jagody", bo też naprawdę ta włóczka ma taki kolor i tak się skrzy, że to najlepsze porównanie, i tak mi się podoba, że nie potrafię z niej zrezygnować mimo, że każda zrobiona z niej rzecz, w jakiś sposób mi nie leży. 

Pierwsza wersja była ciasna i gryząca w każdym elemencie - zarówno w korpusie, jak i w plisach wydzierganych z alpaki i moheru, szczególnie plisa przy szyi była nie do zniesienia.

Dlatego w drugiej wersji usunęłam plisy, a kosztem skrócenia rękawów poszerzyłam korpus. Miałam wtedy fazę na bezrękawniki, która dość szybko mi jednak minęła i krótkie rękawy zaczęły mnie wnerwiać.

Powstała trzecia wersja z bombkowymi rękawami i częścią spódniczkową, która jednak od początku mi nie grała. Nie wiem... może to kwestia proporcji.

Pomyślałam... a może baskinka? W końcu TEN sweterek, już ponad trzyletni, wciąż noszę i uwielbiam. No to sprułam ściągającą plisę, podwinęłam pod spód i podszyłam tworząc falbanę i oto jest wersja czwarta. Proporcjonalnie wygląda jakby lepiej, ale co z tego, jeśli nie wiem jak to nosić. Nie umiem tego swetra połączyć z niczym ze swojej szafy. Po przymierzeniu chyba wszystkiego, co miałam uznałam, że najlepiej wygląda z pospolitymi legginsami, więc takie są zdjęcia, ale powiedzcie co myślicie, bo chyba znów sweter powędruje nienoszony do pawlacza;-(









Poza tym muszę powiedzieć, że grudzień z dłuuuuuuugimi, ciemnymi wieczorami jest SUPER. Można dziergać, rysować, czytać... i to całymi godzinami po pracy, bez wyrzutów sumienia, że robota jest na podwórku do zrobienia ;-)

niedziela, 30 listopada 2025

Zentangle

... to technika rysunku abstrakcyjnego, która wykorzystuje proste, powtarzalne kształty, takie jak kropki, linie, łuki oraz wzory geometryczne: koła i wszelkie wielokąty. Nazwa pochodzi od słów "zen" - spokój, medytacja i "tangle" - plątanina. Cechą charakterystyczną tej techniki jest to, że skupia się na procesie tworzenia, nie na efekcie końcowymi, nie ma w niej błędów, nie wymaga planowania, ani szkicowania. Obrazu zentangle nie da się zepsuć. Dla mnie - nieuleczalnej perfekcjonistki jest to niesamowicie uwalniające i odprężające. Nie staram się narysować CZEGOŚ, po prostu rysuję, bez ołówka i gumki, co będzie, to będzie! I najlepsze jest jest to, że w 99 procentach jestem zadowolona z tego co mi ostatecznie wychodzi, mimo, że w trakcie popełniam sporo "pomyłek" i "niedokładności", gdy na przykład zadrży ręka-:)









Gdy sama nie rysuję, oglądam prace innych, bardzo mnie to inspiruje i zachęca do kolejnych prób. Często wykorzystuję elementy, które szczególnie wpadną mi w oko i wokół nich tworzę własny obraz. Czasem cudze prace wykorzystuję jako szablon, czasem robię kilka wersji tego samego rysunku, bo w trakcie pierwszego wpadnie mi do głowy, że coś można zrobić inaczej i od razu chcę tego spróbować... Ogólnie rzecz biorąc rysunków zentangle nie da się skopiować, bo nawet przy próbach odrysowania zawsze wychodzi coś innego. 





Moją tymczasem ulubioną artystką jest sc.zenart z Instagrama, wiele elementów od niej (w sumie nawet nie wiem, czy to kobieta) podpatrzyłam. Ostatnio wykorzystałam jej pracę jako szablon dla swojej. Florkowi tak się spodobało, że on też poprosił i razem sobie zentanglowaliśmy:-). On też ma wirusa perfekcyjności, dla niego każda nie tak postawiona kreska, czy kropka, to od razu ocean frustracji... Mam nadzieję, że i dla niego rysowanie tą techniką okaże się najlepszym lekarstwem. A w czasie rysowania nasz warsztat wygląda tak (dla mnie obowiązkowa lupa):







Na czarnej kartce będzie ten sam widoczek, ale w wersji księżycowo-nocnej:-). Na dużych kartkach rysuję zazwyczaj tylko w weekendy - wtedy wykorzystuję wiele różnych materiałów: farby, kolorowe mazaki, cienkopisy w różnych grubościach oraz długopisy z najróżniejszymi tuszami. Do rysunków powszednich kupiłam sobie mały notesik i cienkopisy czarne w trzech rozmiarach - to absolutne minimum dla rysowniczki zentangle:-)









Jeśli chcecie się wyciszyć, zrelaksować, jeśli uważacie, że nie macie talentów i umiejętności plastycznych, jeśli... cokolwiek... spróbujcie zentangle. Niesamowicie wciągające i zaskakująco satysfakcjonujące zajęcie:-)